A w chwili wytchnienia, po pracy…

Od momentu, gdy przyjechaliśmy do Schkeuditz, nasze życie nabrało zupełnie nowego tempa. Nowe miejsce, nowi ludzie i codzienne wyzwania sprawiają, że nasz czas wypełniony jest nowymi doświadczeniami. W tym blogu chcemy podzielić się naszymi przeżyciami – opowiemy o tym jak wygląda nasza codzienna rutyna oraz w jaki sposób korzystamy z czasu wolnego.

Zacznijmy od poranka, nasz dzień rozpoczyna się o godzinie 8.00, pobudka o tej porze w zupełności nam wystarcza by zdążyć na nasz pierwszy posiłek w nowym dniu. Codziennie wita nas szwedzki bufet, który mimo swojej prostoty pomaga nam dostarczyć wystarczającą energię na pierwsze godziny pracy. Bardzo ucieszył nas fakt, że pieczywo jest bardzo urozmaicone i wciąż ciepłe gdy po nie sięgamy. Kuchnia oferuje nam również dodatki do kanapek takie jak ser, szynka i warzywa oraz różne rodzaje herbat.

Podczas gdy kończymy śniadanie, w pracowni IT czeka już na nas Martin – nasz mentor. Gdy tam dotrzemy, przydziela nam zadania, które musimy wykonać – od tworzenia stron internetowych do nauki konstruowania instalacji inteligentnych domów. Zadane obowiązki nie zadają nam wielkich trudności, a gdy jedna z osób sobie nie radzi, zawsze może liczyć na pomoc innych.

Pracę przerywa nam lunch, na który udajemy się około południa (nie ukrywamy, że z każdą godziną czekamy na niego coraz bardziej). Lokalni kucharze przygotowują dla nas wykwintne posiłki, a dodatkowo mamy do dyspozycji szwedzki stół z sałatkami, dzięki czemu każdy może skomponować posiłek zgodnie ze swoimi preferencjami. To, że jedzenie nam smakuje, nie jest niczym wyjątkowym, przez co często wracamy po dokładkę.

Gdy czujemy, że wystarczająco dużo zjedliśmy, wracamy do pracowni i kończymy wyznaczone nam zadania. Około godziny 14.50 sprzątamy swoje stanowiska, a następnie rozpoczynamy czas wolny, który każdy spędza na swój sposób. Jedną z naszych ulubionych aktywności jest siatkówka – zbieramy drużynę i gramy na boisku plażowym za budynkiem. Często mamy stałych uczestników, ale zdarza się, że dołączają koledzy z pokoju lub osoby z innych krajów. Kilka dni temu rozegraliśmy nawet mecz Polska vs Hiszpania, co było świetnym sposobem na integrację z innymi uczestnikami Erasmusa. Do godziny 21.00 mamy czas, aby odwiedzić sklep, aby uzupełnić zapasy, przewietrzyć się lub wpaść do pobliskiego McDonald’s :p.

Jednak to wszystko nie sprawia nam tak dużej radości jak możliwość poznawania tutaj wielu ludzi z różnych krajów. Już pierwszego dnia poznaliśmy troje nowych znajomych – byli to Czesi, z którymi znajomość rozpoczęliśmy od rozegrania partii szachów. Później postanowili pokazać nam swoje lokalne karty, których w żaden sposób nie potrafiliśmy rozgryźć (miały dziwne, niezrozumiałe ilustracje). Jednak po kilku rundach opanowaliśmy podstawowe zasady.

W kolejnych dniach spotykaliśmy się z nimi także w klubie, dużo rozmawialiśmy i graliśmy w różne gry, takie jak piłkarzyki, bilard, dart, UNO oraz FIFA. Przy okazji poznawaliśmy kolejne osoby z innych krajów, m.in. z Chorwacji, Hiszpanii i Węgier. Z nimi również spędzaliśmy aktywnie czas i prowadziliśmy wiele rozmów. Na terenie kampusu znajduje się pomieszczenie z ping-pongiem, które za każdym razem, gdy próbowaliśmy pograć, było zajęte przez kilku Chorwatów (widać było, jak bardzo uwielbiają ten sport). Jednak kilka razy udało nam się rozegrać kilka meczów, w których wcale nie odbieraliśmy od nich poziomem. Każdy wieczór wykorzystywaliśmy najbardziej jak potrafiliśmy, oczywiście kosztem snu ale wiemy, że było warto. 

Jesteśmy usatysfakcjonowani tym, jak wiele nowych osób mieliśmy okazję poznać i jak różnorodne kultury mogliśmy odkryć podczas tego wyjazdu. Każda rozmowa, wspólnie spędzony czas i wymiana doświadczeń wzbogaciły nas i poszerzyły nasze horyzonty. Jednak mimo tych wszystkich spotkań, nadal czujemy niedosyt i jesteśmy głodni kolejnych znajomości. Wierzymy, że przed nami jeszcze wiele okazji do zawierania nowych przyjaźni i odkrywania fascynujących historii ludzi z całego świata.

Filip i Szymon