Początek kolejnej przygody!

Naszą przygodę zaczęliśmy w niedzielę rano, około 8:45. Po ostatnich uściskach dłoni, przytulasach i buziakach na drogę, wyruszyliśmy w długą podróż do Schkeuditz. Wyjazd od samego początku zaczął się całkiem optymistycznie: żadnych korków, żadnej przeciągającej się kontroli, nawet na granicy nie utknęliśmy. Wszyscy umilali sobie podróż na różne sposoby: niektórzy nadrabiali swoją normę senną, niektórzy słuchali muzyki podziwiając zmieniające się widoki za oknem, inni spędzali czas towarzysko, grając w czółko czy też państwa miasta. Na miejsce dojechaliśmy około godziny 17:00

Po dotarciu pierwszym wyzwaniem, z którym musieliśmy się zmierzyć, były schody… Każdy musiał wnieść swoją wypchaną po brzegi walizkę. Po przydzieleniu nas do wcześniej ustalonych pokoi, mogliśmy chwilę odetchnąć, rozpakować i oswoić się z nowym pokojem. Pokoje są przyjemne, szerokie, jak na ilość przydzielonych do niego osób, łóżka piętrowe, wygodne, a woda zawsze ciepła. Mieszkamy w sześciu pokojach, cztero, pięcio, szescio i siedmioosobowych.

Po chwili odpoczynku i szybkiej kolacji (notabene bardzo smacznej, jedliśmy gulasz z kurczaka) nadszedł czas na zapoznanie się z innymi uczestnikami. Początki zawsze są ciężkie, ale na szczęście przyszliśmy przygotowani. Talia kart, zestaw figur szachowych… i pierwsze lody zostają przełamane. Dużym zainteresowaniem cieszyły się nasze rozgrywki szachowe, które przyciągnęły nie tylko graczy, ale również wielonarodowe grono kibiców.

Igor i Patryk